niedziela, 6 sierpnia 2023

|| 14 || Another update

 To już chyba taka tradycja - jeden wpis rocznie. To nie jest tak, że moje zaburzenia znikają na 364 dni i ten jeden dzień w roku uruchamia się jakiś przełącznik w mojej głowie. Niestety to wszystko jest nieustannie we mnie. Chudnę, tyję, głoduję, mam napady. Może 10% roku jest tak, że rzeczywiście nie myślę o jedzeniu. To świństwo zatruwa mi umysł, ciało i życie niemal non stop, bez chwili wytchnienia. Moje włosy coraz bardziej wypadają, paznokcie łamią się, tracę czucie w kończynach. Czasem pojawia się strach. Czasem czuję, gdzieś w zakamarkach swojego umysłu, że mnie to w końcu zabije. Niekoniecznie dziś, niekoniecznie za 5, 10, czy 15 lat - ale w końcu się to wydarzy, sama doprowadzę swoje ciało do skrajnego wyniszczenia. Z roku na rok jest coraz gorzej - mam mniej włosów, bardziej podkrążone oczy, potwornie słabą kondycję, problemy z oddychaniem. I najgorsze, że mimo choroby, ja tak bardzo chcę żyć. Chcę podróżować, kochać, śmiać się, rozwijać się, doświadczać tego życia, czerpać z niego garściami. Ale nie pozwalam sobie na to, dlaczego? Proste. Bo jestem gruba. Grubi nie zasługują na szczęście. Grubi nie zasługują na nic.

Gdybym mogła cofnąć czas o te 9 lat wszystko zrobiłabym inaczej. Zamiast "jak szybko schudnąć" wpisałabym "jak zdrowo schudnąć" w wyszukiwarkę. Pilabym dużo wody, jadła dużo warzyw, owoców, białka. Obserwowalabym fit konta i nimi się inspirowała. Byłabym szczupła, silna, zdrowa - zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Nie zmarnowalabym czasu na nieudanej terapii, nie rezygnowałabym z życia owładnięta strachem przed kaloriami, nie nienawidziłabym siebie i swojego ciała. 

Ale nic już nie zrobię. Nie cofnę czasu.

Mam 20 lat i od 9 choruję na zaburzenia odżywiania. Nic tego nie zmieni. Tym jestem, taką drogę wybrałam. Zostało mi tylko mierzyć się z konsekwencjami.

Burczenie w brzuchu zagłusza mi myśli. Czas skończyć tę żenadę.

piątek, 19 sierpnia 2022

|| 13 || The first two days

 Dzisiaj drugi dzień diety. Jest git. Wczoraj zjadłam trochę sushi i trochę twarogu, dziś 2 kawałki sushi i pierożki gyoza z warzywami z Lidla. Brzuszek burczy, ale to dobrze, bo się kurczy.

Powrót do tego świata daje taki swoisty komfort. Trudno znaleźć na to słowa.

piątek, 5 sierpnia 2022

|| 12 || Never ending cycle

 Mój stosunek do tego świata zmieniał się na przestrzeni lat. Śmieję się pod nosem czytając posty, w których zwracam się do spersonifikowanej choroby psychicznej, jestem zażenowana przeglądając swoje pro-anorektyczne wpisy. Mam ochotę jebnąc młodsza siebie w łeb i powiedzieć: skończ waćpani, wstydu oszczędź. 

Ale przeszłości się nie zmyje. Zostaje, jak blizna. Nie tylko w postaci tego bloga.

Choć zdecydowanie te żenujące pro ankowe zachowania przeminęły, o tyle ślad na psychice pozostał.

Ważę 70kg.

Najwięcej w swoim życiu.

Wciąż nie cierpię swojego ciała.

Nie jest to u mnie takie oczywiste. Odkrywam dekolt, pokazuję nogi, noszę sukienki, nie boję się iść na plażę. Ale nie umiem patrzeć na siebie w lustrze. Nie robię sobie zdjęć. Boję się wejść w głębszą relację romantyczną, bo czuję, że takiego ulanca nikt nie pokocha.

Jestem fatfobką, byłam i zawsze będę - nie wykorzenię z siebie nauk, których społeczeństwo udzielało mi odkąd miałam 6 czy 7 lat.

Ale to takie śmieszne, jak życie nami pomiata. Mam 19 lat, napisałam pięknie matury, dostałam się na prawo... Dojrzałam i zmadrzalam, a dalej, jak za czasów gdy miałam 11 lat, uważam że będę coś znaczyć dopiero gdy schudnę. 

To dopiero heca.

Nie zostaje mi nic, jak spełnić wreszcie to moje założenie. Dziś był pierwszy dzień od miesięcy, gdy nie jadłam jak świnia. Zjadłam niecałe 500 kalorii.

Ogólnie plan jest taki, aby jeść jak najmniej. W porywach mogę pozwolić sobie na 1500 kcal,. gdyby wystąpiła jakaś emergencja. Ale trzymajmy się tego jednego-dwoch posiłków dziennie w granicach 1200 kcal.

Chciałabym jebnąc głodówkę, no ale głupia nie jestem, wiem jak to się skończy XD Dlatego narazie powoli, tyle aby być głodnym, ale nie wygłodzonym.

Zdrówka życzę, jeśli to ktoś czyta. Skoro tu jesteś, to ci się przyda.

wtorek, 8 czerwca 2021

|| 11 || LOL

 Hahahah ktoś jeszcze pisze blogi o tej tematyce? jak tak sprawdziłam, to zobaczyłam może z dziesięć... EDtumblr jest duzo bardziej aktywny jednak

smieszna sprawa, pierwsza styczność z pro ana nastąpiła w grudniu 2014 roku, mialam.. 11! lat. Pozniej zalozulam blogi, mialam przerwy, powroty. 7 lat pozniej, ukończyłam 18 lat, za rok piszę maturę, a ten maly demon w mojej glowie wciaz mnie prześladuje. 

nie tak to sobie wyobrażałam w 2014 roku. mialam po prostu schudnac. nie mialo byc psychologa, wypadających wlosow, obsesji, sabotowania swojegi zycia przez fakt, ze jestem gruba. nie mialo byc tak. 

ale juz za pozno. wiem, ze nigdy nie opuszczę tej kościstej klatki. jestem na to skazana do usranej smierci :)

niedziela, 1 marca 2020

|| 10 || Fuck high school.

jutro powrót do szkoły, w związku z tym pojawi się pełno pokus. czas postawić pewne zasady:
* nie jem NICZEGO w szkole
* jak ktoś mi proponuje, to odmawiam
* dementuję pytania o dietę - wymiguję się lekarzem, brakiem apetytu, zatruciem itp.
* najlepsza wymówka: ból żołądka po zatruciu; można czesto używać
* pierwszy posiłek w domu, nie prędzej.

sobota, 29 lutego 2020

|| 9 || I hate losing control.

pierdolony kefir, kurwa mać.
nienawidzę, gdy coś idzie niezgodnie z moim planem. mialam zjeść dwa jajka, pół kromki chleba i pół łyżeczki margaryny. szłam więc grzecznie w stronę kuchni, i słyszę że mama zapala papierosa. noż japierdolę!!!! jeden jebany moment, gdy chce coś zjeść. krzyczę jeszcze, nie zapalaj! i co? gówno. wypiłam kefir w zamian, ale szczerze to nie powinnam. powinnam siedzieć teraz z pustym brzuchem, by się odwdzięczyć za jej pieprzoną hojność. poczekała by pierdolone 5 minut, zjadłabym normalną kolację i nie siedziałabym teraz w pokoju wściekła jak osa, że pokrzyżowała mi plany. już na jajka mnie kalorycznie nie stać, więc chuj, muszę być glodna i mieć jednoczesnie wypełniony kurwa limit. dzięki, mamo.

czwartek, 27 lutego 2020

|| 8 || Here I am, once again.

lata mijają, cel się nie zmienia. jaka ja jestem głupia - naprawdę tak niezachwianie wierzę w to, że chudość mnie uszczęśliwi? naprawdę w kolejną dekadę wkraczam z tym nastawieniem, mimo że 5 lat prób i niepowodzeń powinny mi już dawno uświadomić, że moje dążenia nie prowadzą mnie ku radości? to żenujące. ale z drugiej strony kim ja jestem bez any? co mam do zaoferowania?... potrzebuję tego. potrzebuję, aby czuć się bezpieczna. potrzebuję tej kontroli, potrzebuję spadku wagi, potrzebuję bólu powodowanego głodem. chcę tak żyć - to wszystko, co znam. wszystko, czego pragnę. i owszem - wszystko co da mi szczęście, nawet jeśli tylko pozorne. och ano - tak bardzo cię kocham.
dzisiaj już 4 dzień hsgd. czas pozbyć się tego smalcu ze swojego ciała. dość już gniję zaklęta w sylwetkę, której nienawidzę... 60kg pieprzonego tłuszczu. czy ja proszę o zbyt wiele? pragnę tylko ujrzeć na wadze jebane 48kg. to już nie 40 jak kiedyś, to nie 45. 48 kg do moich 168cm wzrostu. tego tylko chcę. chcę nosić XS, zamiast XD. i móc ubrać spódniczkę i wyglądać w niej ładnie. i żeby się o mnie martwili i mnie chwalili i mi zazdrościli i na mnie patrzyli i...
dlatego plan jest taki, że robię HSGD, na której chcę schudnąć jeszcze 4 kg, do 56. następnie... AIT, na której zrzucę kolejne 6 kg, a później AIT od tylu, następnie kontynuacja dodając 100 kcal tygodniowo aż dojdę do bezpiecznej liczby 1600-1800 kcal dziennie. w ten sposób będę szczęśliwa i szczupla - w lipcu powinnam zakończyć już stabilizację i cieszyć się tym co osiągnęłam.

niedziela, 6 stycznia 2019

|| 7 || The more you lose, the more confident you feel



  No siema, motylki! (^コ^)V
Jak wam zleciała niedziela? Mi dobrze, ale niewystarczająco dobrze. Robiłam dziś pół dnia projekt na polski, skończyłabym go pewnie w dwie godziny gdybym nie robiła sobie tych "15-minutowych" przerw, które wcale nie były 15-minutowe, bo zaczynając projekt po czternastej skończyłam go za 20 dziewiąta xD Nie ćwiczyłam do tego i jadłam tak pół na pół. Zupa, ciasto, jabłka, kawa, mleko. Zjem jeszcze pomarańczę i tyle na dzisiaj.

 

  Ale nie załamuję się, dzień się jeszcze nie skończył. Zrobię jakiś, choćby krótki, trening, wezmę w rękę biologię (mam w tym tygodniu 4 sprawdziany omygy umrę) i pouczę się na sprawdzian, zrobię zadanie domowe i będzie dobrze ʕ→ᴥ←ʔ Grunt, żeby działać - bez względu na to jak przebiegł dzień. Mogę znowu zmieniać się "od poniedziałku" i czekać na ten idealny moment... albo od niedzieli, godz. 20:46 i wykorzystać dobrze te 4h, które mi zostały przed snem. Dobrze wiemy, która opcja wyjdzie mi na lepsze. Także nie poddaję się, biorę się zaraz za siebie, a wam kruszynki życzę chudych snów i siły na ten zbliżający się wielkimi krokami poniedziałek. o fujj, to słowo brzmi tak... przykro. :( 
Buźkibuźkibuźki, Lyan!


A to my za niedługo. Jeszcze tylko parę treningów, parę razy kręcenia głową na propozycję jedzenia, parę odepchniętych napadów. Uda nam się!

sobota, 5 stycznia 2019

|| 6 || Hunger won't betray you like eating will


Bonjour kochane,
bardzo bardzo B A R D Z O przepraszam was za swoją nieobecność. Żarłam. Oczywiście.
Nie wiem szczerze, co wam powiedzieć, ale spróbuję tak - postanowienie na ten miesiąc (sylwestrowe wrzucę potem może w jakąś zakładkę) to jak na razie skończyć z tą perfekcyjnością. Stop czekania na idealny moment.
Przez ten czas, który spędziłam z dala od bloga i od was ciągle powtarzał się pewien schemat.
1. Idealnie zaplanowany trening, plan żywieniowy i naukowy na następny dzień.
2. Pierwszy błąd - niewykonanie treningu, zjedzenie batona na śniadanie, zignorowanie planowanych 15 minut na powtórkę z rana.
3. Myśli "i tak już zawaliłam" "to już nie ma sensu" "jutro dam z siebie 100%, a dziś sobie odpuszczę".
4, Punkt pierwszy i koło się zapętla.
Dzięki temu na naukę nie poświęciłam ani minuty, nie ćwiczyłam ani razu, codziennie jadłam syf i znalazłam się w punkcie wyjścia.
Brawo ja!!! :3
Ale ogarniam się. Nie narzucam na siebie więcej reżimu.

  • staram się jeść zdrowo
  • uczę się choćby chwilę dziennie
  • ćwiczę, nawet jeśli miałoby to być kilkanaście brzuszków
I nie załamuję się, jeśli zjem pizzę na obiad - na kolację zjem sałatkę. Jeśli nie zrobię planowanego treningu - ojezu, świat się nie zawala, to zrobię pajacyki. Nie zrobiłam jeszcze nic do szkoły/nie jest nic zadane? Biorę do ręki podręcznik i uczę się tak po prostu, do snu.
Może nie będzie idealnie, ale przynajmniej będę robiła już coś. A to jest najważniejsze.
Tęskniłam kruszyny! Postaram się teraz bardziej.

sobota, 29 grudnia 2018

|| 5 || Thinner, thinner a l w a y s thinner

Witam i o zdrowie pytam. ;p
Jak wam leci dzień? Wczoraj wieczorem przypomniałam sobie o metodzie wyznaczania sobie nagród za pewne osiągnięcia. Napaliłam się na to i stwierdziłam, że wrócę do tego. W lato wyznaczałam sobie takie różne nagrody i przyznam, że mnie to naprawdę motywowało. ^^ Więc, do rzeczy - jak to wygląda?

。• przejście całej diety HSGD - jeden cheat day tak naprawdę binge day. Niby nagradzanie siebie jedzeniem nie jest najlepszym pomysłem, ale szczerze? Wolę się najeść raz na jakiś czas gdy na to zasłużę, i to świadomie, niż rzucić się na żarcie jakbym go od miesiąca nie widziała akurat w momencie, w którym sobie świetnie radzę.
。•  3 tygodnie regularnych ćwiczeń chociaż 3x w tygodniu - książka/świeczka/jakiś bajer
。• 57 kg - kupienia sobie różnych kosmetyków pielęgnacyjnych. Maseczka, balsam, masło kokosowe, co chcę.
。• 55 kg - powrót do noszenia make upu (narazie nie noszę bo i tak jestem brzydka i wyglądałabym po prostu jak ozłacane gówno xd)
。• 54 kg - ubieranie się gustowniej, powrót do ubrań przed przybraniem na wadze.
。• 51,2 -50 (zależy od mojego nastroju) - zakupy ubraniowe. Tony nowych ubrań

A skoro już o ubraniach mowa... To Królewna Śnieżka pod pierwszym postem zapytała mnie w jakim stylu chciałabym się ubierać. Wyleciało mi to z głowy (przepraszam!) ale już piszę. Trudno mi to opisać słownie, więc chyba zamiast thinspo wrzucę dzisiaj parę takich outfitów, które wyrażają o co mniej więcej mi chodzi.


  Przyznam, że niesamowicie podoba mi się ten styl, który właśnie jest na czasie. Urocze crop topy, spodnie z dziurami, z wysokim stanem, baggy jeans i mom jeans, odsłonięte kostki, tshirty wkładane w spodnie.


Nosiłabym też z chęcią spodnie w paski i w kratę, które z tego co zauważyłam w swojej szkole ostatnio robią się coraz popularniejsze. Wyglądają mega stylowo, nadają takiego charakteru stylizacji. Zresztą do klasy ze mną chodzi mega chuda dziewczyna, które takie spodnie właśnie nosi... O boże. Wymiata. Na jej szczupłych nogach prezentują się one wprost obłędnie.


Wręcz UWIELBIAM spódniczki. Obcisłe, w pastelowych kolorach bądź tych klasycznych, z wysokim stanem. Mega dziewczęce i z sylwetki robią cuda (jeśli tę odpowiednią sylwetkę się posiada ofc xd)


I na koniec - swetry. Golfy. Bluzy oversize. O boże. Ileż ja bym dała aby móc je połączyć z legginsami pewnego dnia. Marzenia...
Także to chyba tyle jeśli chodzi o to, jak będę się ubierać po stracie 15 kg  (^-^*)ノ
Ale się rozpisałam haha
Ale muszę jeszcze coś dodać. Dzisiaj 1089/1100 kcal, czyli dobrze. Ale nie zrobiłam NIC z listy którą wczoraj napisałam. Zabijcie mnie. Szczęście, że jeszcze nie jest to koniec dnia, więc może COŚ zrobię. Jestem żałosna...
Trzymajcie się chudo kruszynki!

piątek, 28 grudnia 2018

|| 4 || Nothing tastes as good as skinny feels

Uszanowanko (☞◑ω◑)☞
Jak wam leci? U mnie całkiem spoczko. Dzisiaj się (o zgrozo) zważyłam - po raz pierwszy od świąt. I waga pokazała 62,7. Mam 166 wzrostu. Wniosek taki, że widocznie...hmm... jestem za niska...?
(;一ω一||)
Ale to i tak nieźle, bo  25tego ważyłam 4 kg więcej, nie powinnam w takim razie narzekać i nie zamierzam. Będzie dobrze, dziś już trzeci dzień. Limit na dzisiaj to 950, zjadłam 832, więc zarzucę sobie jeszcze później banana. Staram się wypełniać bilanse, bo jedzenie jednego dnia 100 kcal/1100 a innego 1000/1000 nie jest mądrym pomysłem, organizm by mi oszalał. Chociaż istnieją diety typu 50/50 albo inne z pro-ana z mocno zróżnicowaną kalorycznością między poszczególnymi dniami to tak do końca temu nie ufam i wolałabym oscylować między limitami o  maksymalnie 300 kcal różnicy.
I od jutra muszę zabrać się za różne sprawy. Posprzątać, pouczyć się, bo jak narazie przerwa świąteczna mija mi na przeglądaniu social mediów, waszych blogów, piciu, jedzeniu, spaniu. No średnio. xd Także napiszę sobie taką wstępną to-do list na jutrzejszy dzień:
• poćwiczyć z hula hoop i pośladki! Od dwóch dni planuję, dalej tego nie zrobiłam cała ja(πーπ)
• przez chociaż godzinę pouczyć się matematyki
• przerobić min. 2 tematy z biologii
• sprzątnąć w górnej szufladzie szafki
•*sprzątnąć również w dolnej szufladzie
•*wziąć się za naukę francuskiego

Trzymajcie się chudo kochane, a jeśli zawaliłyście to się nie poddawajcie i bierzcie za dietę jak najszybciej, nie ma sensu czekać do poniedziałku, nowego miesiąca czy roku. Nawet te trzy ostatnie dni mogą dać już niezłego kopa naszemu odchudzaniu, więc nie marnujmy ich! :3

czwartek, 27 grudnia 2018

|| 3 || Hunger hurts, but starving works

Sieeeeemaneczko.


Jak wam leci kruszyny? Ja już drugi dzień diety z głowy (♡ >ω< ♡) Dzisiejszy limit wynosił 1000 kalorii i tyle przy zaokrągleniu w górę właśnie spożyłam, więc nie najgorzej. Tata zrobił kaloryczny obiad, który zjadłam przez jego naleganie, ale oznajmiłam że od jutra sama sobie robię obiady. Mama, oczywiście doświadczona w tej sprawie, skinęła tylko obojętnie głową, a tata przyjął to trochę gorzej ale też jakoś to strawił. Nie lubię nie wiedzieć ile kalorii zjadam i zdawać się na szacowanie. Od razu boję się, że coś pomyliłam, dziś też mam takie poczucie jakbym coś źle policzyła i po prostu dostaję paranoi.
Ale mniejsza z tym. Macie jakieś plany na sylwestra, kruszyny? Bo ja owszem, bardzo ambitne - leżeć z książką w ręce w łóżku, okryta kocykiem z herbatą w ręce i dotrwać bez snu do 22:00 xd
Co prawda, wiążę z przyszłym rokiem wiele nadziei, nie tylko związanych z odchudzaniem. Za parę dni napiszę co to za sprawy i jakie postanowienia sobie na ten rok daję. :3 Może któreś z nich się spełni? Znaczy, któreś z nich ja spełnię, bo same życzenia nic nie zdziałają.


Dzisiaj krótko, bo nie ma co opowiadać. Trzymajcie się chudo piękności, miejcie duuuużo samokontroli i chudnijcie ;*

środa, 26 grudnia 2018

|| 2 || You're step closer than you were yesterday

Eloelo ;))
Święta, święta i po świętach. Spędziłam czas z rodziną, dostałam fajne prezenty, można zapitalać z dietą. Zaczęłam dziś, bo ubierając moje #noszonetydzieńwtydzieńodśrodydosobotyspodnie miałam problem w nie się wcisnąć. I mnie już podduszają T^T Koniec z żarciem.
Zaczęłam HSGD, od dnia trzeciego. Także dzisiaj limit 900 kcal, zjadłam 852 i już koniec. Mama gdy usłyszała o diecie, to tylko pomachała głową i powiedziała "no ok". Czyli przeczuwa, że jej koniec będzie równie rychły jak jej początek. No i pewnie ma rację (;一ω一)
Z innych rzeczy to kończę z vapowaniem. Jestem zdolna do tego nawet gdy epet ma spaloną grzałkę, a to już uzależnienie. Nie będę 15-letnim dzbanem podnieconym posiadaniem ijusta do końca życia. Dziś, jeszcze może jutro coś pociągnę, ale później już kategoryczny koniec z tym szajsem.
Jeszcze tylko dodam, że mijają 4 lata, odkąd zaczęłam się bawić w pro-anę. Jedenastoletni szczeniak znalazł 4 lata temu pierwsze strony o tematyce drastycznego odchudzania i stwierdził, że będzie fajnie. Od tego czasu przytył +/- 10 kg, 2/10 nie polecam.
Ale skoro o tym mowa... @Alka, dziękuję ci bardzo za radę, to naprawdę kochane i doceniam to. Jednak ja już miałam taki czas, właśnie w to lato, że schudłam ponad 10 kilogramów. Mieściłam się w ciuchy dwa rozmiary mniejsze niż miesiąc wcześniej. Widziałam swoje obojczyki, gdy leżałam widziałam też żebra, a przy pochyleniu się ukazywał się piękny thigh gap. I powiem szczerze - nie mogłam być szczęśliwsza. Codziennie budziłam się z celem - jedz jak najmniej. Kładłam się spać z satysfakcją. Zaczęłam nosić przylegające ubrania (to NIGDY wcześniej nie miało miejsca), eksperymentować z włosami i make upem. Był nawet taki czas, że stawałam przed lustrem i się umiałam uśmiechnąć. Może siebie nie kochałam. Może nawet jakoś szczególnie nie lubiłam. Ale w końcu miałam do siebie szacunek i czułam dumę, że coś osiągnęłam, że tak bardzo się zmieniłam. Poźniej zaczęłam wpierdalać, bo jedzeniem się tego nazwać nie da, i cała nienawiść i niechęć do siebie wróciła w okamgnieniu. Dlatego ja wiem, że jeśli miałabym siebie szczerze pokochać - to muszę schudnąć. Jestem pewna, że tylko w ten sposób mogę uczynić siebie szczęśliwą.


Trzymajcie się chudo kruszyny moje! Jutro albo pojutrze zrobię już na stówkę pomiary. Zobaczymy ile muszę zgubić. Jak wam minęły święta? @^▽^@

wtorek, 25 grudnia 2018

|| 1 || Nowy rok, nowa ja


w b i c i e  s i ę  d o  s p o ł e c z n o ś c i  p r o  a n a
1. Usuń wszystkie zamieszczone wcześniej posty i udawaj, że brudna przeszłość się nie zdarzyła mając nadzieję, że twoje ciągłe żarcie i przytycie nie wyjdzie najaw ✓
2. Skasuj wszystkie podstrony i dopiski zaczynając "od nowa" ✓
3. Wstaw do tytułu coś krindżowatego ✓
4. Uśmiechaj się zadowolona z siebie, swojej pracy i skutecznego tuszowania dowodów zbrodni ✓

  Heloł biczys, cytując Dodę.
Jestem Lyan, lat 15, gimbuska ze wsi, która o 3:33 leży w łóżku nażarta jak świnia i niezadowolona ze swojego wyglądu w tę piękną rocznicę narodzin Jezusa.
Zostało, licząc z dzisiaj, 7 dni do 2019 roku. Oczywiście - Nowy rok, nowa ja ;))))
Schudnąć muszę z paru ważnych powodów. Zacznę jednak od tych, które napewno nimi nie są.

วใ dla jakiegokolwiek chłopaka
วใ aby być zauważona i popularna
วใ aby mieć znajomych, wzbudzać podziw i zazdrość

i nie mówię, że jest w tym co wymieniłam coś złego, jednak lata doświadczeń z dietami przewartościowały trochę moje priorytety. Robię to, aby

วใ pokochać siebie, bo na to zasługuję
วใ odzyskać kontrolę nad moim życiem
วใ nabrać samodyscypliny, która wprowadzi porządek w chaos, jakim jest moje życie
วใ nosić zajebiste ciuchy, w takim stylu jak zawsze pragnęłam.
วใ czuć się znów silna, lekka, drobna jak motylek
วใ mieć przy sobie Was.

Rano (jest za kwadrans czwarta, to już rano czy jeszcze wieczór?) się zmierzę, zważę, będzie sztos. Zobaczymy od czego zaczynam. Wiem jednak, że chcę skończyć na 46-50 kilogramach, i przybrać niewiele wyrabiając sobie mięśnie.

Do zrobienia, prawda?
Zostawiajcie bloga kochaneeee